Ja Roya Keana też nie cierpiałem, ale to 1 specyficzny przypadek. Pozostałych, z Becksem i van Nistelroyem na czele bardzo szanowałem, nad nienawiścią zdecydowanie górował respekt. Mimo to zawiść istniała zawsze, co jest naturalne - ciężko sympatyzować z klubem, przez który w twojej gablotce są tylko 2, a nie 10 pucharów.red85 pisze:Ja tam przeżyłem nasze starcia z AFC i szczerze nie znosiłem takich grajków jak Keown, czy Vieira, ale nigdy ten klub nie był dla nas takim rywalem jak City, czy LFC (nawet teraz).
O moim stosunku do United pisałem kiedyś,w kontekście walki City z United o majstra w zeszłym sezonie. Stwierdziłem wówczas, że wolałbym na tronie widzieć... United, z racji respektu dla SAFa i sentymentalnej sympatii dla starej gwardii, jaką niewątpliwie stanowią Ferguson z Wengerem. Dzisiejsze United to niestety nie jest rywal Arsenalu, nie wiążą mnie z tym klubem emocje spowodowane walką o pozycję w lidze, zatem nie czuję tej niechęci spowodowanej bezpośrednią rywalizacją. Dzisiaj te emocje można wreszcie przelewać na Tottenham oraz od 2 lat, o dziwo, na Chelsea.
Niechęć do United oczywiście jest, ale spowodowana zupełnie czymś innym. Życzę jak najgorzej van Persiemu, z czystej zawiści nie chce go widzieć triumfującego. Niestety ten w United zaadaptował się znakomicie, więc jedyne co mi pozostaje to trzymanie w ty roku kciuków za City w walce o mistrza. Emocje do Nasriego czy Clichego już opadły, dziś nie patrze już na nich jako na 'zdrajców, którzy myśleli że zrobili dobrze odchodząc', ale jako 'zwycięzców, którzy mogą powstrzymać nowego zdrajce - van Persiego, przed osiągnięciem sukcesu'. Kij z Evrą czy Rooneyem, którzy za 10 lat nawet nie będą pamiętali czy mają na koncie 6 i 7 mistrzostw. Ale już van Persi, który może opowiadać wnukom o tym, że w rok po odejściu z Arsenalu był na szczycie i trzymał w ręku kilka pucharów, albo że w United wyszła taka sama lipa jak na Emirates i na dłuższą metę żałuje, że spalił swój dom i nie miał gdzie wrócić - tym się już dość ostro przejmuje.
Boisko to jedno, to emocje są niezwykle ważne i zawsze kiedy gramy z United, widzę w nich swoich największych wrogów. Jednak po ostatnim gwizdku sędziegotrzeba posypać głowę popiołem i spojrzeć na nich bardziej jak na 'starszego, mądrzejszego brata', a nie jak na wroga. Przecież oni tych trofeów nie wygrywają po to, żeby zrobić nam na złość



