Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
sickstick
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 23217
Rejestracja: 07 sty 2012, 19:07
Reputacja: 6236
Kibicuję: 4rsenal

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: sickstick » 24 gru 2012, 15:05

red85 pisze:Ja tam przeżyłem nasze starcia z AFC i szczerze nie znosiłem takich grajków jak Keown, czy Vieira, ale nigdy ten klub nie był dla nas takim rywalem jak City, czy LFC (nawet teraz).
Ja Roya Keana też nie cierpiałem, ale to 1 specyficzny przypadek. Pozostałych, z Becksem i van Nistelroyem na czele bardzo szanowałem, nad nienawiścią zdecydowanie górował respekt. Mimo to zawiść istniała zawsze, co jest naturalne - ciężko sympatyzować z klubem, przez który w twojej gablotce są tylko 2, a nie 10 pucharów.

O moim stosunku do United pisałem kiedyś,w kontekście walki City z United o majstra w zeszłym sezonie. Stwierdziłem wówczas, że wolałbym na tronie widzieć... United, z racji respektu dla SAFa i sentymentalnej sympatii dla starej gwardii, jaką niewątpliwie stanowią Ferguson z Wengerem. Dzisiejsze United to niestety nie jest rywal Arsenalu, nie wiążą mnie z tym klubem emocje spowodowane walką o pozycję w lidze, zatem nie czuję tej niechęci spowodowanej bezpośrednią rywalizacją. Dzisiaj te emocje można wreszcie przelewać na Tottenham oraz od 2 lat, o dziwo, na Chelsea.

Niechęć do United oczywiście jest, ale spowodowana zupełnie czymś innym. Życzę jak najgorzej van Persiemu, z czystej zawiści nie chce go widzieć triumfującego. Niestety ten w United zaadaptował się znakomicie, więc jedyne co mi pozostaje to trzymanie w ty roku kciuków za City w walce o mistrza. Emocje do Nasriego czy Clichego już opadły, dziś nie patrze już na nich jako na 'zdrajców, którzy myśleli że zrobili dobrze odchodząc', ale jako 'zwycięzców, którzy mogą powstrzymać nowego zdrajce - van Persiego, przed osiągnięciem sukcesu'. Kij z Evrą czy Rooneyem, którzy za 10 lat nawet nie będą pamiętali czy mają na koncie 6 i 7 mistrzostw. Ale już van Persi, który może opowiadać wnukom o tym, że w rok po odejściu z Arsenalu był na szczycie i trzymał w ręku kilka pucharów, albo że w United wyszła taka sama lipa jak na Emirates i na dłuższą metę żałuje, że spalił swój dom i nie miał gdzie wrócić - tym się już dość ostro przejmuje.

Boisko to jedno, to emocje są niezwykle ważne i zawsze kiedy gramy z United, widzę w nich swoich największych wrogów. Jednak po ostatnim gwizdku sędziegotrzeba posypać głowę popiołem i spojrzeć na nich bardziej jak na 'starszego, mądrzejszego brata', a nie jak na wroga. Przecież oni tych trofeów nie wygrywają po to, żeby zrobić nam na złość ;)

Wróć do „Anglia”