Zgadzam się, że praktyka jest najlepsza. Ale jest też coś takiego jak umowa na okres próbny (3 miesiące maksimum - dośc dobry czas na sprawdzenie jak kwalifikacje danego pracownika przekładają się na praktykę dnia codziennego) czy nawet na czas określony, która można zawrzeć, powiedzmy na 7 miesięcy. Polecam regulację kodeksu pracy na kwestie związane z ciążą w takich przypadkach, zwłaszcza art 177par3 (zacytuję, żebym nie był gołosłownybellus pisze:Nie wszystkie kwalifikacje można sprawdzić za pomocą rozmowy kwalifikacyjnej, predyspozycje do pracy w stresie i tym podobne. Nie na wszystko można mieć dyplom.
"Umowa o pracę zawarta na czas określony lub na czas wykonania określonej pracy albo na okres próbny przekraczający jeden miesiąc, która uległaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, ulega przedłużeniu do dnia porodu"
I tyle
Jak juz wspomniałem - ładne założenie, tylko niestety nie zawsze prawdziwe. Co do "dogadywania się" - uwierz mi, niektórzy (staram się nie uogólniać) pracodawcy, nie mając tych "kajdan" KP, jak to stwierdziłeś, traktowaliby pracownika jak niewolnika (coś a'la XIX w.). Nie twierdzę, bynajmniej, że wszyscy - absolutnie niebellus pisze:Od końca - jakie prawo? Liberalne, wychodzące z założenia, że pracownik jest cenny - dobry pracownik. Taki pracownik co jest w ciąży, a jest cenny dla przedsiębiorstwa nie powinien mieć problemu z dogadaniem się z szefem co do urlopu macierzyńskiego, etc. Cały kodeks karny zbudowany jest wokół założenia, że pracodawca to najgorszy człowiek, jakiego można sobie wyobrazić i trzeba go ograniczać jak najbardziej jak tylko damy radę.
Co do jeszcze urlopów i ich wpływu na pracodawcę - niech mnie ktoś oświeci jesli jest inaczej, ale zdaje mi się, że koszt urlopu macierzyńskiego ponosi ZUS; co do wychowawczego zaś - jest on bezpłatny. A jesli chodzi o stanowisko pracy, to pracodawca też nie musi od razu tworzyć nowego, tylko przyjąć osobę na umowę o zastępstwo. Zgodzę się natomiast z argumentem, że przez okres braku danej osoby, zwłaszcza jeśli to była specjalistka w swojej dziedzinie, może spaść jakość pracy na tym stanowisku - i tu można doszukać się realnej straty pracodawcy.
Bo jest to firma zagraniczna, a za granicą od lat istnieje takiej pojęcie jak "zarządzanie zasobami ludzkimi". Nie przekłada się to jednak na większość polskich pracodawców, a i u tych z zagranicznym kapitałem też nie zawsze jest różowobellus pisze:Renault gdzie pracuje dość dobrze wpisuje się w wizję tego, że o dobrego pracownika się dba i idzie mu na rękę w rozsądnych granicach.








