Jakoś nie umiem się przyzwyczaić od lat do kadry Brazylii. Jak człowiek pamięta jakie nazwiska tam grały w kadrze w pierwszej połowie wieku czy nawet chwilę później to teraz pojawia się lekki uśmiech na twarzy (chociaż tak jest z kilkoma innymi kadrami jeszcze). Jeden powie, że kadra i tak mocna, a nie ma przesytu gwiazdami i to wyjdzie na plus, a drugi powie, że to nie mam prawa się udać.
Nie ma Joao Pedro, nie ma też Edera Militao. Jest za to Neymar. Ja wiem, że legenda reprezentacji, najlepszy strzelec w historii kadry i tak dalej, ale też symbol czasów zwanych przegrywem reprezentacji Brazylii. I czuję, że tak też na historia z kadrą się dopełni.



