Zjebany system 12% podatku od stawki psuje cały klimat. Nawet jak ma się ochotę zaszaleć, gdzieś z tyłu głowy zawsze będzie siedziało ile oddaje się państwu.
Teraz weź tą Brazylię i stawkę właśnie powiedzmy 1000 zł. Normalnie wyciągasz 5,5 tysiąca i jesteś szczęśliwy. A w Polsce...
5500 zł - 12% (660 zł) = 4840 zł
No ale to nie koniec, przecież przekroczyło się próg i trzeba zapłacić podatek ekstra od wysokich wygranych
4840 zł - 10% (484 zł) = 4356 zł
I nagle okazuje się że z tej "bajońskiej" sumy musisz oddać 1144 zł i wygrywasz niecałe 80% tego co normalnie zgarnąłbyś gdyby wzorem zachodnich krajów wprowadzono system duński a podatkiem zajmowałby się wyłącznie bukmacher.
Próbowałem to niedawno wyjaśnić znajomemu Szkotowi, który jest maniakiem bukmacherki i nie wyrobi trzech dni by czegoś nie zagrać. Zagrał ostatnio przed French Open zwycięstwo Nadala po kursie 1,9 za 1000 funtów i łatwo zgarnął 9 stówek. Już ma fajne wakacje na Teneryfie (Szkoci mają pierdolca na punkcie tego kierunku, latają tam co roku







