Futbolowy bakcyl
Sebastian Mila przyszedł na świat 10 lipca 1982 roku w Koszalinie. Piłką nożną zainteresował go ojciec, który postanowił zabrać syna na pierwszy trening prowadzonej przez siebie Gwardii Koszalin. Sebastian miał wtedy zaledwie pięć lat, a dziś wydarzenie te komentuje krótko: - Byłem pod ogromnym wrażeniem. Już wówczas postanowiłem, że zostanę zawodowym piłkarzem. W wieku sześciu lat poważnie zainteresował się futbolem. Ojciec Stefan zabierał go na wszystkie mecze Gwardii, a w domu wspólnie z synem oglądał mecze reprezentacji. – Złapałem futbolowego bakcyla, nie dziwne więc, że w każdej wolnej chwili kopałem piłkę z ojcem na podwórku – wspomina Mila.
Widmo końca kariery
Do pierwszego klubu trafił w wieku 10 lat. Był wtedy w trzeciej klasie podstawówki, a Bałtyk Koszalin ogłosił nabór młodych adeptów. Testy zdał pomyślnie i już po kilku tygodniach zaczął regularnie uczęszczać na treningi. Niestety, trudno było mu połączyć treningi ze szkolnymi obowiązkami. Oceny spadły, a nauczycielki zaczęły narzekać. - Dostawałem pały i dwóje, choć wcześniej zaliczałem się do grona dobrych uczniów – mówi pomocnik Groclinu. Karierę mógł zakończyć już w wieku 11 lat, a wszystko za sprawą jego matki, która zagroziła, że jeśli „Sebek” nie poprawi ocen, zakończy karierę. Na szczęście przerwa trwała krótko, bo tylko kilka tygodni. Potem wszystko wróciło do normy, a Mila zapragnął zmienić klub. Przywdział barwy Gwardii Koszalin, ale po sromotnych porażkach (0:11, 0:8 i 0:5) postanowił wrócić do Bałtyku, gdzie pod okiem ojca rozwijał się do końca podstawówki.
Odżył
Po podstawówce wyjechał do Gdańska, do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie znalazł się w klasie piłkarskiej. Już po miesiącu zapragnął powrotu do domu. W jednym z wywiadów przyznał nawet, że chciał porzucić plan zostania piłkarzem. – To była tragedia i ciągły płacz. Byłem psychicznym wrakiem. Zapłaciłem za zbyt szybki wyjazd z domu. Nie dawałem sobie rady ani w szkole, ani na treningach. Najgorzej w klasie wypadałem we wszystkich testach sprawnościowych – mówi 22-letni piłkarz. Do pozostania w Trójmieście przekonał go trener Michał Globisz, który załatwił mu stypendium, a później zaczął dawać szansę na grę w reprezentacji Polski juniorów. – Odżyłem! – komentuje krótko tamto zdarzenie.
Grodziszczanin
Z reprezentacją juniorów osiągnął dwa wielkie sukcesy. W 1999 roku został wicemistrzem Europy do lat 16, a dwa lata później, z kadrą U-18 wywalczył mistrzostwo Starego Kontynentu. – Wtedy nie wykonywałem jeszcze stałych fragmentów gry. Po prostu, byli lepsi - Rafał Grzelak i Darek Zawadzki. W młodzieżówce nie należał do najlepszych zawodników, ale nie przeszkodziło mu to w transferze do Wisły Płock. W zespole „Nafciarzy” długo się nie nagrał, bo już w styczniu 2002 roku podpisał kontrakt z Groclinem Grodzisk Wielkopolski. W zespole Zbigniewa Drzymały występuje do dziś. To właśnie tam wyrósł na wielką gwiazdę. Obecny sezon jest bez wątpienia najlepszym w jego karierze, a gol przeciwko Manchesterowi City na długo zapisze się w pamięci polskich kibiców.
Bajeczna oferta
Urodzony w Koszalinie pomocnik wzoruje się na wielu piłkarzach. Jego zdaniem piłkarz idealny musiałby mieć skuteczność Ronaldo, dośrodkowania Beckhama, podania Zidane’a, drybling Henry’ego i strzał Roberto Carlosa. Marzeniem Mili jest gra we Włoszech, choć oferty z Anglii i Hiszpanii również przyjąłby z radością. Jak na razie dostał propozycję tylko z Rosji, ale za to bardzo poważną. W jednym z wywiadów przyznał, że zaproponowano mu transfer do Spartaka Moskwa, który był w stanie płacić młodemu zawodnikowi milion dolarów za sezon. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik, brakowało tylko podpisu na umowie. W decydującym momencie piłkarz Groclinu postanowił jednak zostać w Grodzisku.
Wędkarz
Sebastian Mila nie narzeka na brak obowiązków, ale zawsze znajdzie chwilę, żeby wybrać się na ryby, albo do Poznania, gdzie najchętniej spędza wolny czas. Wędkarstwo jest jednym z jego największych hobby. Często zakłada się z innymi zawodnikami Groclinu o to, kto złowi większą rybę. Na treningach też lubi się o coś zakładać. – Wieszczu niejednokrotnie przegrywał ze mną zakład, a potem dygał pompeczki niczym junior – śmieje się Mila.
no i ja z moffem rałem na gwardii jak sie Mila do kadry przygotowywał( Polska- Belgia w Koszalinie) i skrzekutowi bramke z główki strzelił
[ Jip z naszego miasta Sebek








