Również jestem po stronie tych pijących dla smaku (dodam jednak, że robię to dosyć rzadko, tj. nie chcę się stać takim typowym piwoszem, mam raczej sporadyczną ochotę na napicie się; i też lubię okazjonalnie kupić dobrą whisky niż wlać ileś litrów piwa), ale jeżeli ktoś chce spożyć odpowiednią ilość, aby wejść w pewien stan... Spoko, ale jest to dla mnie do przyjęcia bez specjalnej otoczki. Od moich pierwszych doświadczeń z piciem/osobami pijącymi zawsze mnie bawią te wszystkie kozackie postawy. "Ooooo chodźmy się naj*bać", "Wczoraj tak się naj*bałem", "K*rwa, stary, wczoraj do piątej rano chlaliśmy". To samo jest z paleniem fajek. Śmiać mi się chce na widok tych wszystkich młodych kozaczków, co stoją z papierosem niczym rasowi gangsterzy i mają poczucie zajebistości. Jak jeszcze ktoś otwarcie przyzna (jak np. moja nauczycielka z biologii), że wie, iż to szkodliwe, ale pali, bo faktycznie pomaga w zwalczaniu stresu. Ok, zrozumiem. Bez sensu jednak palenie dla samego szpanu. Tak samo z alkoholem. Jeżeli ludzie piją, żeby się nachlać i później opowiadać, ile to dali w palnik... Najgorsze jest dla mnie wyśmiewanie, że ktoś ma słabą głowę albo jest abstynentem. Rzeczywiście, prawdziwy powód do wstydu.
Magnum pisze: A ja w życiu codziennym ogólnie piję wodę i herbatę, czasami kawę. Żadnych smakowych napojów.
Ja kawy nigdy w życiu nie piłem, tzn. raz zbożową, a tak to za dzieciaka zamoczyłem palec w filiżance mamy i uznałem, że niedobre.
Jakoś mnie nie kusi, aczkolwiek czasami ludzie pytają, czy na jakichś dopalaczach jadę, ponieważ oni codziennie rano po jednej, później też walną kubek, a ja nic.
Herbata jak najbardziej, zwłaszcza do kolacji. Do kanapek.
Woda wiadomo.
Kiedyś piłem dużo Coli i Pepsi, ale z wiekiem już znacznie ograniczyłem. Mój tata przestał z troski o zdrowie, to i ja się zainspirowałem.
Wiadomo, czasami się napiję, np. wolę już w restauracji zamówić niż płacić niemalże tyle samo za wodę, której litr ze sklepu mogę mieć za 600% mniej kasy.