Lech Poznań - FK Sarajevo 1:0
poziomem znowu mecz nie zachwycił. Co prawda, szybko strzelona bramka praktycznie ustawiła losy dwumeczu (tak na wszelki wypadek, gdyby dwubramkowe wyjazdowe zwycięstwo było niewystarczalne) i Lechowi grało się swobodniej, mógł śmielej atakować, niemniej jednak wiele akcji, głównie te kombinacyjne, kończyło się niepowodzeniem. Każda następna zmarnowana okazja na drugiego gola zaczęła irytować coraz bardziej. W drugiej połowie, szanse między 60. a 70. minutą należało już wykorzystać. Bośniacy chyba przyjechali pogodzeni z losem albo rzut wolny Douglasa doszczętnie zabił w nich nadzieję na cokolwiek, wszak trudno szukać u nich specjalnego zaangażowania w grę. No nic, chyba po zwycięstwie sprzed tygodnia każdy miał świadomość, że dzisiejsze spotkanie to już tylko na dogranie i należy myśleć o kolejnym (znacznie mocniejszym) rywalu. A, fajna byłaby brameczka, gdyby Hämäläinen lepiej przymierzył w pierwszej połowie, a tak strzał obronił Oštraković.



