Emocjonujące widowisko na Etihad, choć do momentu gola Toure nie działo się zbyt wiele. Na początku rywalizacji to nawet goście byli aktywniejsi w poczynaniach ofensywnych i dopiero z upływem czasu gospodarze stopniowo przejmowali inicjatywę i stwarzali coraz to więcej okazji pod bramką rywala. ryba_82 zapewne przyzna, że nie był to imponujący mecz w wykonaniu Manchesteru, raczej podobny do tego np. przeciwko Crystal Palace, czyli gra bez szału, ale co do czego to wyższość nad przeciwnikiem została udowodniona w postaci zdobycia dwóch goli. Tym razem, zabrakło jednak solidności w obronie, czego efektem było doprowadzenie przez Sunderland do remisu, ale z drugiej strony poprzez te dwa potknięcia podopieczni Pellegriniego wykazali się charakterem, zdolnością szybkiej reakcji na niekorzystne wydarzenia i nie pozwolili na powtórkę scenariusza z meczu z Burnley. Po strzeleniu na 3:2 mogło paść jeszcze z pięć, sześć goli, gdy weźmiemy pod uwagę "wystawki" do Lamparda czy Milnera, a także dogodną okazję Fernandinho. W swojej okazji Jesus Navas miał chyba zbyt ostry kąt, aby uznać ją za stuprocentową. Generalnie Hiszpanowi trochę brakuje, aby móc powiedzieć, że zaliczył świetny występ. To już nie pierwszy raz, gdy były skrzydłowy Sevilli wykazuje się dużą aktywnością, walczy o każdą piłkę, dużo dośrodkowuje, skutecznie drybluje, ale brakuje kropki nad "i" w postaci asysty bądź gola. Trochę pod tym względem przypomina mi Williana, któremu również nie można niczego odmówić poza zwieńczeniem ogólnej postawy zdobyciem gola, czy zaliczeniem asysty (nie jego wina, że koledzy nie zamieniają otrzymanych podań na trafienia, ale czasami również sam Hiszpan, tak jak Brazylijczyk, zagra niedokładnie bądź nie w tempo).
Naturalnie, jako fan Chelsea, miałem cichą nadzieję na to, że Sunderland będzie w stanie urwać punkty Obywatelom, zwłaszcza po błyskawicznym odrobieniu strat, ale tak uczciwie stwierdzając, to jednak ekipa Pellegriniego zasłużyła na trzy punkty. Goście poza pierwszym kwadransem i tymi szalonymi czterema minutami w drugiej połowie, byli nastawieni na defensywę, ale nie byli na tyle szczelnym murem, aby czegoś żałować. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć ile to razy musiał interweniować Pantilimon. Dlatego mimo wszystko była to gorsza wersja obrony drużyny Poyeta, bo to, że potrafią się znakomicie organizować w obronie i napsuć krwi niejednemu potentatowi, zdążyli już udowodnić (Manchester United, Chelsea).



