Gdy van Gaal był w Bayernie, to tak naprawdę potrzebował czasu na poukładanie drużyny w kontekście gry w Europie (prawie odpadli po fazie grupowej, w zasadzie wiosenna droga do finału też nie była przekonująca, awanse wywalczone o włos, dopiero z Lyonem było na luzie). Przecież w lidze od końcówki sierpnia było bardzo dobrze. Może nie zawsze wygrywali wysoko, tak jak ma to miejsce teraz, ale w sezonie były trzy albo cztery porażki, a już od listopada to Bawarczycy zgarniali trzy punkty seriami.
Inna sprawa, że w Bundeslidze była mniejsza konkurencja, w pierwszym sezonie na jesieni największymi rywalami byli HSV i Leverkusen, na wiosnę liczyło się tylko Schalke. W Premiership wyścig trwa od samego początku.



