W pierwszym meczu po 10 minutach było 2:1 dla Sinika, a wszystko zaczęło się od złego przyjęcia piłki (ech) przez Luiza.
Nie mogę odżałować setek jakie zmarnowali Hazard, Willian i Ramires. I nie mówię tu o 1 na 1, bo bramkarze często to bronią i IMO to wcale nie są takie sety w tej fifie jakby się wydawało, a oni mieli po kilkanaście metrów do bramki, bramkarza który jeszcze nie ruszył się z linii i wolne pole na 2 metry wokół siebie i żaden nie potrafił trafić w światło bramki. Chyba muszę potrenować strzelanie... A jak wyrównałem z karniaka, to zjechał Cech, który krygował się wybiciem piłki i ta odbiła się od Cavaniego, po czym ten dobił na pustą. Od tego momentu moja gra się załamała i było tylko kwestią czasu kiedy padną kolejne gole dla Sinika.
W drugim meczu wcale nie było tak łatwo jak wskazuje wynik, bo 2 gole strzeliłem w 90 minucie, kiedy PSG już wydawało się grać 8 napastnikami
Koło 70 minuty miałem cyka, że powtórzy się scenariusz z poprzedniego meczu bo Eto'o trafił w słupek a chwilę później Cole nie umiał przyjąć piłki pod swoim polem karnym, a było dopiero 2:1...



