Co za naród... Barca wygrywa. Pomocy sędziego brak. Wynik piękny, gra dobra, przeciwnik może nie w czasach świetności, ale jednak wielki klub.
Zaraz się zlatują i albo się cieszyć nie pozwolą, albo przeciwnika zbagatelizują albo pomocy sędziego się doszukują...
Rozumiem MGigsie, że gdyby MU strzeliło w 10 dwie bramki Realowi i awansowało to byś się przesadnie nie cieszył i nie dał byś się ponieść emocjom, bo to przecież tylko awans do 1/4 i wielu tego doświadcza?
Nie chcę mówić o tych, którzy nie doświadczyli w tym roku, czy w poprzednim, czy przez wiele lat z rzędu ale powiem tylko, że po ostatnich kilku meczach wczorajszy wynik i gra sprawiły wielką, wielką radość bo nie tylko zapewniły nam awans, ale były przełamaniem po ostatnich wpadkach (wiem, Deportivo - ale nie zaliczam), prognostykiem, że znowu może być lepiej. Messi się przełamał a wszyscy zawodnicy się ruszali. Mnie tam zwycięstwo w takiej sytuacji i okolicznościach bardziej cieszy niż ogolenie kogoś w 1/4.
I może przyjmiemy, że każdy sobie sam zadecyduje jakie zwycięstwo jest dla niego ważne? Czy jest to mecz 1/8 LM, 1/4 FA cup, ligowy z Catanią czy z Arką Gdynia?



