RealFan pisze:Patrzyłem na skład i mówię, Mou zmądrzał. Nie popełni więcej tego samego błędu. Tak [k****], napierdalamy. Gramy jak Real Madryt. Biała siła, Wiatr. Huragan. 1000 w skali Beauforta. Nie będą mieli jak podać sobie piłki. Wgnieciemy ich we własne pole karne jak przykładowa Malagę. Będzie koncert. Serenada dla najpiękniejszej i ukochanej kobiety w lśniącej ślubnej sukni. Biała symfonia, Madryt odleci.
I tak! Zaczynamy. Wściekłe psy pokazują kły. Gryzą, kąsają jak cerber, pressing, gol. Siedzi! Napierdalamy! Będzie manita. Nie mają szans, świat wraca na swoje miejsce, ziemia przestaje być płaska, staje się okrągła. To rewolucja, zmiana sposobu myślenia.
Ale co się [k****] dzieje?! Mou wcale nie zmądrzał. Madryt się cofa. Co jest? Gdzie nasza moc? Gdzie ta energia, gdzie determinacja, gdzie wściekłość i szarża husarii? Gdzie wypięta dumnie pierś? Wygrywamy. Napierdalać! Zniszczyć ich, domaga się spragnione serca kibica, romantyka! Miłośnika futbolu, pamiętającego ten dumny i zuchwały Madryt nie przejmujący się nikim. Grający swoje zawsze i wszędzie. Miażdżący i zbierający pokłony. Całowany po stopach. To miał być ten dzień! Cudowny dzień chwały, tańca i zabawy.
Ale Mou to nie romantyk. Wściekły pies podkula ogon. Głęboko pod siebie i szlocha pod nosem. Chciałby się rozpędzić i zagryźć napastnika, pożreć go, połknąć w całości, strawić i wysrać na leśnej polanie. Ale nie może. Chciałby, ale nie pozwalają. Pan krzyczy: "zostaw go!" marsz do budy albo nie bezie obiadu. Nie dostanę zupy, myśli pies, z dwojga złego nie chce być dziś głodny i wykonuje polecenie srogiego pana. Tak właśnie kończy się romantyzm, przeskakujemy epoki i jest rewolucja przemysłowa. Ciężkie i tłuste maszyny, spoceni robole za marne grosze. Madryt związany, zakuty w łańcuchy. Ciężko pracuje na chwałę wyzyskiwacza, choć chciałby być panem i władcą. To jest rzeczywistość, smutna.
Dziś graliśmy z Barcą. Ich nie traktuje się jak niewolników, oni mogą wszystko, mogą grać jak chcą. Nam piłują zęby i śmieją się w twarz. Zamuruj i patrz. Poeci tworzą mur. Na własnej połowie. Nie udało się. Płacz. Szloch. Załamanie. Co się stało? Byliśmy wielcy, genialni, niezwyciężeni. Dumny biały rycerz w lśniącej zbroi. Nacierający, siejący popłoch i strach. Znający i narzucający własną jedynie słuszną prawdę. Jak święta inkwizycja.
Co jest [k****]? Co się stało? Tak, to znów ten sam błąd... Ile można, kiedy to się skończy? Bo wolność to sen...
Kim Ty [k****] jesteś, poetą? Kim jesteś żeby oceniać Mourinho? Sorry, ale przy takim trenerze Twoje oceny o taktyce są gorsze od kolesi, którzy grają w B klasie. Niech jeszcze ktoś gdzieś tam go wymieni w plebiscycie na najmądrzejszego użytkownika. Pierdolnę, ale ze śmiechu.
Znajdź sobie jakiegoś pieroga żeby się wyżyć, a nie forum. Najwyższa pora.



