To i ja napiszę co nieco. Z podstawówki to niewiele takich akcji pamiętam. Jedna mi szczególnie utkwiła w pamięci. Prawdziwym polewem była u nas lekcja religii (pewnie nie tylko u nas). Poza tradycyjnym numeram jak koles sobie wlozyl do spodni piórnik i przeszedł się wyrzucić papierek do kosza przu okazji ocierając się o katechetkę była też mocniejsza akcja. Ten sam koleś wpadł na pomysł, aby odpalić na lekcji...petardę! No więc zakupił sobie jedną z największych i podczas religii ją odpalił. Śmiesznie wyglądał z tą petardą w rękach, z drżącymi rękami i ze zdezorientowanym wzrokiem (chyba sam nie wiedział "co potem") no więc rzucił ją za mape Polski. Huk był ogromny. Do tego zaczęło niezbyt ładnie pachnieć
Dalej liceum - tu to były prawdziwe jazdy bez trzymanki.
Religia - standard: co lekcje rozwalaliśmy się na ostatnich ławkach, z chipsami i paluszkami i robiliśmy sobie "godzinną przerwę w zajęciach". Często też przychodził do nas ksiądz i sobie gadaliśmy o bzdurach
Istnym rajem były lekcje języków obcych. Jako że byłem w grupie, która na maturze miała zdawać angielski to na niemieckim nie mieliśmy żadnej lekcji przez ostatnie dwa lata!
Studniówka też była fajna ale dużo by opowiadać...może później.
[edit]
Jeszcze zapomniałbym o języku polskim. Mieliśmy taką starą pannę, która była trochę wredna. Coś tam mówi na lekcji a tu nagle rozlegają się szepty a ona na to: "Nie gadać - ja tutaj wszystko widzę!". My w czterech (nazywani tutaj "Klubem brydżowym"
Dobry był też motyw na polskim z przygotowaniem do matury. Nauczycielka miała z każdej epoki po 20 pytań i rozsypywała je na biurku i trzeba było sobie losować. No to ten koleś co jadł wcześniej paluszki poszedł, usiadł na krześle i patrzy się na te pytania. Ona mówi: "No losuj Papież (tak miał na nazwisko)!" On wyciąga karteczkę i patrzy na pytanie. Nauczycielka zerknęła na chwilę w drugą stronę a on odrzucił tą kartkę i wylosował sobie inne pytanie i zaczął się śmiać, razem z całą klasą. Widok był niesamowity!


