Żadna z drużyn nie ma wyraźnej przewagi, choć Everton miał lepsze okazje do strzelenia bramki.
Najpierw Cahill na 7-8 metrze nieczysto trafił w piłkę, gdyby trafił, pewnie znalazłaby się w siatce.
Później Fellaini zmarnował najlepszą okazję meczu. Raina wyszedł do dośrodkowania, chciał złapać piłkę, ale ją wypuścił, ta spadła pod nogi Fellainiego, który trafił w asekurującego w bramce Carraghera. Krótko mówiąc miał pustą bramkę z obrońcą w środku - trafił w rywala
Torres nic nie gra, Riera próbuje dośrodkowywać, ale dobrze gra defensywa Evertonu i wybijają te piłki, Howard nie musiał się specjalnie wysilać w 1 połowie. Keane też póki co nie pokazuje nic ciekawego, biega, stara się, ale nic z tego nie wynika. Jego uderzenia są blokowane.
edit:
w 2 połowie Everton już prawie nie istnieje. Torres 2 szybkie bramki. Obrona Evertonu się strasznie gubi, w pierwszej grali dobrze, po przerwie nie istnieją. Później jeszcze chyba Kuyt strzelił, ale Riley słusznie nie uznał [piłka dograna była spoza linii końcowej] ale ... później niesłusznie nie uznał kolejnej bramki dla Liverpoolu, znów Torres - mógł mieć hat tricka w dodatku klasycznego, Riley odgwizdał faul, którego nie było moim zdaniem. Powinno być 0:3, jest 0:2.



