^^ pisze:Papiez Aleksander VI ktorego prawdziwe nazwisko to Rodrigo de Borgia (zmienione z Borja aby brzmialo bardziej wlosko)
Tak w ogóle to z tymi Borgiami to niezłe afery były. Czytałem, że Aleksander VI nie dość, że współżył ze swoją córką Lukrecją, to jeszcze wydawał ją za mąż tylko po to, aby uzyskiwać poparcie polityczne. Sama Lukrecja też nie była zbyt cnotliwą kobietą. Podobno nie nadążała ze zmianą pościeli pomiędzy kolejnymi kochankami
Ciekawa sprawa jest również z dwoma synami Aleksandra. Papież obsadził całe swoje potomstwo na najważniejszych funkcjach w państwie, ale szczególną nadzieję wiązał tylko z jednym z nich - Juanem o ile dobrze pamiętam. To wywoływało ogromne niezadowolenie i zazdrość drugiego z jego synów, Cezara. Jak nietrudno zgadnąć, Juan zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, ale wszystko wskazuje na to, że to jego braciszek Cezar dokonał tego mordu z pobudek czysto politycznych - aby przejąć jego funkcję dowódcy armii papieskiej co oczywiście stało się faktem. Niezłe ziółko z niego było
^^ pisze:skad wiadomo ze Watykan nie manipulowal przekazem informacji
Jak np. sfałszowanie dokumentów na temat pobytu Piotra w Rzymie i twierdzenie, że przybył tam w celach utworzenia kolebki chrześcijaństwa? Tak na prawdę to Piotr nigdy w Rzymie nie był
Śmieszna jest też historia znalezienia grobu św. Piotra. Otóż papież Pius XII jakoś tak w drugiej połowie lat 40. ubiegłego wieku ogłosił wszem i wobec znalezienie szczątków Piotra. Badania specjalistów jednak wykluczyły ponad wszelką wątpliwość, że jest to rzeczywiście Piotr, a raczej to co z niego zostało. Pius XII nie zraził się tym jednak i kilka lat później znów ogłosił, że znalazł szczątki "pierwszego papieża". Tym razem był jednak sprytniejszy i zakazał prowadzenia jakichkolwiek badań. Szczątki zostały przetransportowane do grobu pod Bazyliką a to że jest to Piotr przyjęto z całą stanowczością. Ot, normalny dzień z życia Watykanu
[EDIT]
Przypomniał mi się fajny dowcip:
Umiera papież. U wrót raju św. Piotr go pyta:
- Ktoś ty?
- Ja? biskup Rzymu.
- Biskup Rzymu? Nie kojarzę.
- No, namiestnik Pański na Ziemi.
- To Bóg ma namiestnika? Nic mi o tym nie wiadomo.
- Jestem głową kościoła katolickiego!
- A co to takiego?
- ....
- Dobra. Czekaj tu, idę spytać szefa.
(tup, tup, tup)
- Panie Boże, masz chwilkę? Jest tu taki jeden, mówi, że jest papieżem, Twoim namiestnikiem na Ziemi, głową czegoś tam..
- Nie kojarzę. Ale moment... Jezusie, może ty coś o tym wiesz?
- Nie, tato, nie kojarzę. Ale pójdę z nim pogadać.
Po chwili wraca Jezus zwijając się ze śmiechu i mówi:
- Pamiętacie to kółko rybackie, które zakładałem 2000 lat temu? Oni do tej pory działają!


