Mecz przede wszystkim pokazał, ze ustawienia z trzema środkowymi pomocnikami i jednym wysuniętym napastnikiem należy odłożyć do lamusa. Choć nie ma pewności, że gdyby nie strata bramki w 40 sekundzie to sytuacja nie ułożyła by się inaczej. Pierwsza połowa to słaba gra i dwa fatalne błędy obrony, których można było uniknąć. W sumie Słowacy przez całym mecz nic wielkiego nie pokazali, raz Boruc uratował nam tyłek. W drugiej połowie powrót do 4-4-2 i zdecydowana poprawa stylu gry. Karny ewidentny, przy drugiej bramce Matusiaka trzeba go pochwalić samą próbe strzału, bo gdyby nie dał szansy bramkarzowi do pomyłki to by gola nie było. Contofalsky - nasz człowiek w reprezentacji Słowacji. Gdyby nie straszne pudło Kaźmierczaka to mecz był by wygrana. W sumie może to dobrze, bo pismaki wpadły w nikomu niepotrzebną, przedwczesną ekstaze spowodowana szansa na kolejny rekord. Zaczeła by sie gloryfikacja trenera, piłkarzy a tu trzeba trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Ważne, że kierunek jest słuszny.
Generalnie widać, że w systemie 4-4-2 drużyna nie schodzi poniżej pewnego poziomu i raczej o najbliższe mecze w eliminacjach ME można być spokojnym.



