Oczywiście piękne krycie przy straconym golu. Pierwszy obrońca znajdował się jakieś 5 metrów od Lucarelliego,, który stał w polu bramkowym
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Zico_FCI » 26 paź 2006, 8:54
Zico_FCI
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Sero » 26 paź 2006, 9:22
fieldy pisze:wygląda jak sąsiad mojego kuzyna
fieldy pisze:własnie - coś mało na ten temat dyskusji się toczy.
Sero
Post Wyświetl pojedynczy post autor: fieldy » 26 paź 2006, 9:37
wiem kto to jestSero pisze:Yukasz by Cię zastrzelił. To sam nr23
nie spokojnie, tylko działajcie - pokażcie tym z Milanu, że sami potraficie odpowiedni temat założyc i rozpocząć dyskusję ... na Zaze czekacie ?Sero pisze:Spokojnie
fieldy
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Sero » 26 paź 2006, 9:43
fieldy pisze:nie spokojnie, tylko działajcie - pokażcie tym z Milanu, że sami potraficie odpowiedni temat założyc i rozpocząć dyskusję ... na Zaze czekacie ?
Sero

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Zaza » 26 paź 2006, 11:39
Zico_FCI pisze:Przyjeżdżali na SS legitymując się najlepszą defensywą w lidze i dostali piątkę.
Zaza
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Chlopaczek » 26 paź 2006, 18:09
Chlopaczek
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Zico_FCI » 26 paź 2006, 20:55
Nie, po strzelonej bramce podbiegł do niego Grosso chyba a Ibrastar go odepchął i coś tam mamrotał.Sero pisze:Zico jakie fochy ? chodzi Ci o to klepnięcie Manciniego ?
Oczywiście, że nie byłem pewny zwycięstwa. W meczu z Chievo prowadziliśmy już 4-0 a skończyło się 4-3, w meczy z Violą było 3-0 a skończyło się 3-2. Nawet w LM ze Spartakiem po 10 minutach było 2-0 a mogło się skończyć remisem. Poza tym nie zauważyłem aby Livorno rzuciło się do jakiś ataków po stracie bramki.Zaza pisze:To tak jak byś po 4 minucie wątpił w to że Inter wygra ?
Zico_FCI

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Zaza » 27 paź 2006, 9:59
Zaza

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Juras_InterFan » 29 paź 2006, 7:57
Juras_InterFan
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Riddick » 29 paź 2006, 8:09
Riddick
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Sero » 29 paź 2006, 8:26
Juras_InterFan pisze:Kto widzial jak Stankovic "trzepnął" Manciniego po swoim golu - az on siadł jakis zaklopotany na ławkę ...
Juras_InterFan pisze:Tradycyjnie jak Ibracadabra strzelil gola - nie dał sie cieszyc nikomu razem z sobą ... Samolub ?
Juras_InterFan pisze:No i kolejna sprawa - chyba najwazniejsza - ostre spięcie na lini - Vieira - Sinisa Mihajlovic i Mancini - pomimo ze kuśtykał z ledwością to oni zmienili pupilka Ibrę a nie Vieire ...
Sero

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Juras_InterFan » 29 paź 2006, 8:35
Hmmmm - no w sumie niby tak - szkoda tylko ze nie ma na www.inter.it pomeczowej wypowiedzi VieirySero pisze:Juras_InterFan pisze:No i kolejna sprawa - chyba najwazniejsza - ostre spięcie na lini - Vieira - Sinisa Mihajlovic i Mancini - pomimo ze kuśtykał z ledwością to oni zmienili pupilka Ibrę a nie Vieire ...
Trenejro tłumaczy to tak
Vieira? Zdawałem sobie sprawę z tego, że ma problem z nogą, ale myślałem że będzie mógł grać dalej. Jest mi przykro, iż nie mogłem go zmienić, jednak potrzebowałem go bardziej niż Ibry, który grał na skrzydle i nie był w stanie kontynuować. Był po meczu trochę zły na mnie i Sinisę(Mihajlovica); dziękuję mu za to co zrobił dla drużyny.
Juras_InterFan
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Zico_FCI » 30 paź 2006, 19:36
Najgorsza drużyna świata
Doprecyzowywać niczego tu nie trzeba, bo mimo kryzysu podstawowej komórki życia społecznego pewne rzeczy jednak wciąż wynosi się z domu. Jak ta, że istnieją porażki, klęski i plagi klęsk, a dopiero potem, gdzieś na końcu skali nieszczęść, tkwi Inter Mediolan lub - uściślając - dla Interu granie, Interu trenowanie, Interem zarządzanie lub, brrr, Interowi kibicowanie.
Ogólnie znane fakty podaję dla porządku: od przeszło 40 lat mediolańczycy nie wygrali Ligi Mistrzów (wcześniej zwanej Pucharem Europy), choć od zawsze kolekcjonują gwiazdy; od 1989 roku nie zdobyli mistrzostwa kraju, choć właściciel klubu Massimo Moratti w ostatniej dekadzie zainwestował w transfery i kontrakty piłkarzy 1,3 mld euro. I przyznany im latem tytuł za sezon ubiegły tego ostatniego zdania nie unieważnia, bo ów "sukces" marny los interisty zamienił tylko w groteskę - kiedy wreszcie już udało się coś wygrać, to nie na boisku, lecz po procesie skazującym rzeczywistego mistrza, który oszukiwał. Juventus został ukarany, sprawiedliwości niby stało się zadość, ale to turyńczycy odprawili cały rytuał wokół scudetto - tifosi Interu nie oszaleli po zwycięskim golu, nie odśpiewali triumfalnych hymnów, nie zalali - roztańczeni - ulic Mediolanu i nie przeżyli wspólnej z zawodnikami fety. Zdobyć tytuł dwa miesiące po ostatnim gwizdku? Usłyszeć o nim od smutnych panów w ciemnych garniturach, którzy uradzili, by rywalom odebrać punkty, lecz równie dobrze mogli uradzić, by ich nie odbierać?
Trzeba uświadomić sobie, że z Interem nawet osiągać sukcesy bywa nielekko, trzeba wiedzieć, z jakich powodów kibice mówili, iż "lepiej mieć puszczalską się żonę albo syna heroinistę", niż uzależnić się od nerazzurrich, by pojąć, co stało się w sobotę na San Siro. To nie był "tylko" najwspanialszy mecz 2006 roku. Nie był, bo tak spektakularne zwycięstwo nad Milanem może wywrzeć efekt długotrwały i przekonać kibiców/piłkarzy/trenera, iż czas wielkiej smuty jednak się niechybnie skończy. Okazja przecież nadarzyła się tak idealna, jakby cała Italia zawiązała kolejny spisek, tym razem jednak sprzyjający tradycyjnie pokrzywdzonemu. Po pierwsze, Juventus zesłano do Serie B. Po drugie, na rozbiorze turyńskiego klubu najwięcej zyskał właśnie Inter, kaperując supergwiazdy - Vieirę oraz Ibrahimovicia. Po trzecie, Milan stracił Szewczenkę, lecz nie wysupłał milionów na transferowy hit ten ubytek rekompensujący. Po czwarte, Milan rozpoczął sezon z ośmioma punktami poniżej zera.
Czy to Interowi wystarczy? Do niedawna wydawało się, że Moratti niczego się nie nauczył, miłość do klubu wciąż mu szkodzi i zamiast analizować na chłodno, wciąż reaguje jak fan, który woła z trybun, by zdjąć napastnika po jednej nieudanej akcji. I nawet jeśli ze zmianami szkoleniowców wyhamował (Mancini to już drugi po Cuperze pracujący trzy lata, co nie zdarzało się od lat 80.), to transferowo wciąż pozostał nienasycony, spełniając raczej własne fantazje, niż starannie szacując potrzeby drużyny. Tego lata znów wydał najwięcej w Europie, więcej nawet niż Roman Abramowicz w Chelsea, bo kontrakty i kwoty odstępnego kosztowały go 170 mln euro. Wydał jak zwykle i jak zwykle zaryzykował, bo przecież od wiosny wiedział, że drużyna się podzieliła, że jednych scala sympatia dla trenera Manciniego, innych - antypatia, jeszcze innych - południowoamerykańskie pochodzenie etc. Mimo wewnętrznych wstrząsów zatrudnił skrajnego indywidualistę Ibrahimovicia, który jest tyleż utalentowany (fantastycznie, to prawda), co krnąbrny, kontrowersyjny, może nawet psychicznie niestabilny. Można było typować, że stworzy kolejną podgrupę - najbardziej elitarną, bo jednoosobową - przecież wcześniej nie poradził sobie z nim nawet spec od buntowników Fabio Capello, który potrafi usadzać typy tak narowiste jak Antonio Cassano...
Ibrahimovicia przyszłość pozostaje zagadką, on sam jest tematem na osobny felieton, pytanie najistotniejsze i tak naprawdę jedyne brzmi: czy Interowi się uda? Czy uda się teraz, gdy najpotężniejsi rywale mają gigantyczną stratę? Czy nerazzurri wreszcie nie znajdą sposobu, by wszystko popsuć? Jeśli nie znajdą, byłaby to futbolowa sensacja roku, wydarzenie na miarę zaproszenia Mandaryny do La Scali, wzięcia Kaczyńskich na centrów do NBA czy awansu Podbeskidzia do Ligi Mistrzów.
Takie rzeczy się nie zdarzają, tak jak nie ma meczu, którego Inter nie potrafiłby przegrać. W każdym razie ten sezon wyjątkowy musi być wyjątkowy. Jeśli zwieńczy go triumf - ze względów oczywistych. Jeśli klęska - jeszcze bardziej oczywistych. Wyczyn tak ekstremalny byłby rekordem nawet w konkurencji tak mocnej, jak nieszczęścia Interu.
A gdyby ktoś chciał porównać, to klasyk Rochdale (tym razem niezłe, 20. miejsce w czwartej lidze angielskiej) - Bury już w najbliższą sobotę.
Materazzi, Szewczenko, Ballack - nie zabijajcie futbolu
Marco Materazzi upodobał sobie role podwójne, bohatera i antybohatera zarazem, ma też wyczucie chwili, bo występy najbardziej efektowne daje, kiedy spogląda na niego cały świat.
Show zaczął na mundialu. Czechom strzelił ważnego gola, by w następnym meczu - horrorze z Australią - dostać czerwoną kartkę. W finale znów trafił do siatki, także w rozstrzygającej o złocie serii rzutów karnych, ale oprócz tego sprowokował Zidane'a, wybitnego artystę przeobrażając w rozszalałego buhaja.
Tamten incydent wywołał niewygasłe do dziś spory, w sobotę Materazzi - znów zdobył bramkę, by chwilę potem wylecieć z boiska - stał się już bezspornie ofiarą przepisów bezdusznych, sprzecznych z duchem spektaklu czy po prostu głupich. Nie on jeden zresztą ostatnio. Włoch zobaczył czerwoną kartkę, bo w niekontrolowanym szale radości założył sobie koszulkę na głowę, czyli - zdaniem pomysłodawców regulaminu - świętował przesadnie. Tydzień temu kartki, na szczęście tylko żółte, zebrali Andrij Szewczenko i Michael Ballack, bo po golach strzelonych dla Chelsea "przybili piątki" z fetującymi kibicami. W zeszłym sezonie za identyczne przewinienie Arjen Robben został wręcz usunięty z boiska, bo sędzia wcześniej upomniał go za faul.
Wyspiarze zakazali piłkarzom "wchodzić w kontakt" z fanami za radą policji, co bywa kłopotliwe zwłaszcza na stadionach, na których (należy do nich Stamford Bridge) siedzący w pierwszym rzędzie czują wręcz oddechy piłkarzy, a wybijających na aut mogą poklepać po plecach. By "uniknąć kontaktu", gracze musieliby się kontrolować do tego stopnia, by świętując bramkę, nie wyściubić nosa poza linię boczną.
Sęk w tym, że nie o to chodzi. Kontakt z kibicem buduje widowisko, jest jego esencją, zresztą piłkarz zawsze fetuje gola, biegnąc w kierunku kolegów z drużyny, a potem trybun. To są jedyne chwile, gdy może przestać myśleć o taktyce i zachować się - jak Materazzi - spontanicznie. To chwile, gdy słaniający się przed sekundami na nogach gracz pokonuje sprintem całe boisko, by poddać się euforii sektora najzagorzalszych fanatyków drużyny. Karanie za gole - tak samo surowo, jak za brutalne faule! - zabija główny powód, dla którego piłkarze i kibice przychodzą na stadion.
Liczba derbów
32 - przez tyle lat Inter nie potrafił strzelić czterech goli w derbach Mediolanu. 24 marca 1974 roku wygrał 5:1.



Zico_FCI

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Martin Pellegrino » 31 paź 2006, 20:40
Martin Pellegrino

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Juras_InterFan » 03 lis 2006, 18:30
Juras_InterFan
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl
Zasady ochrony danych osobowych | Regulamin
Administracja, zarządzanie i wsparcie graficzne forum: pawel.studio