Po skrotach wnosze ze spotkanie Sheltona z Tiafoe musialo byc fajnym widowiskiem.
W niedzielnym finale Shelton zmierzy sie ze Zverevem dla ktorego bedzie to juz trzeci final wielkiego szlema z rzedu i szansa na drugi tytul. Jak to mawial klasyk cos mu w glowie przeskoczylo. Bedzie nawalanie serwisami Saszka dobrze serwiuje a Shelton walnal jakis rekord ponad 250 km/h w tym elemencie.
Dla Sheltona jest to pierwsza szansa na szlema. W ogole fajna historia bo na tym turnieju Amerykanie bardzo dobrze sobie radza troche jak nie oni bo ostatnim z tej nacji ktory wygral turniej wielkoszlemowy byl Roddick w 2003. Bardzo dawno temu. Sa tam strasznie zafiksowani na tym punkcie ale najlepsze bylo jak w wywiadzie pomeczowym zapytali Sheltona jak sie czuje z tym ze jest pierwszym czarnym Amerykaninem od czasow Arthura Asha w 1972 roku ktory dotarl do takiego finalu. I ja az szeroko otworzylem oczy ze zdziwienia ze Shelton jest wedlug nich czarny. No on taka kawa z mlekiem matka biala ojciec czarny ale niech im bedzie. Zaleznie od potrzeb i okazji bedzie czarny albo bialy bo widac nie ma stanow posrednich.
U kobiet tez gospodarze mieli ochote na swoja przedstawicielke w finale ale skonczylo sie na Sabalence z Rybakina.


