Część wojen dokładnie tak wygląda.
Pomyślmy o tym w kontekście wczorajszej rocznicy - USA nie zaatakowało Afganistanu li tylko i wyłącznie bo musiało dopaść Al-Kaidę, bo Al-Kaida i ich zamachy nie byłaby w stanie zabić takiej liczby amerykaskich obywateli jaka zginęła w walce z nią. Potencjalne straty finansowe również nie licują z tymi doznanymi przez defensywną wojnę z Afganistanem.
A jednak musieli to zrobić, bo inaczej osłabiłoby to ich prestiż międzynarodowy i zachęciło innych do podważania ich pozycji. To obserwują teraz Chiny w kolejnych krajach z racji braku skutecznej reakcji na odrzucenie części umów między nimi a poprzednimi rządami danych krajów. Te zostały podważone z uwagi na korumpowanie tychże poprzednich władz i przez to domino poszło i Chiny zaczęły tracić wpływy w kolejnych miejscach.
To jest też powód, by sprawdzać możliwość większego partnera do reakcji wojennej jak i jego historię w tym działaniu. Oczywistym jest, że jeśli USA dogadałyby się dziś z Armenią, to ta nie otrzyma z miejsca ich pomocy, bo USA i ich wojska są daleko, a Azerowie i Turcja tuż tuż, ale to już inny temat.



