Potem jeszcze o północy naszego czasu dwa mecze, ten ciekawszy w Chapeco, do którego przyjeżdża wciąż magiczny Palmeiras. Niesamowicie mi się Chapeco podobało w pierwszym meczu przeciwko Corinthiansowi. Grali odważnie, parli do przodu, wysoki pressing - jestem wręcz onieśmielony, że powstała tam taka ekipa. Jakby jeszcze było mało, to na tygodniu wygrali cholernie ważny mecz w Argentynie i los awansu z grupy CL leży w ich rękach, w ostatniej kolejce grają u siebie z Wenezuelczykami, z którymi raz już wygrali na stadionie Zulii właśnie. Palmeiras w pierwszym meczu wręcz zniszczył Vasco Da Gamę, smutno się to trochę oglądało. Ekipa wcale nie straciła na jakości po odejściu Gabriela Jesusa. Świetnie sprawdza się póki co sprowadzony z Atletico Nacionalu Borja, który w debiucie ligowym trafił dwa gole. To samo można powiedzieć o innym tegorocznym nabytku z tego samego klubu, czyli Guerrerze, który też strzelił, ale przede wszystkim rządzi i dzieli w środku pola. Szybko się Ci Kolumbijczycy aklimatyzują w Brazylii, pozazdrościć. I może Palmeiras jest faworytem w tym spotkaniu, ja jednak bym szukał tutaj małej niespodzianki, nawet jakiś remis by mnie ucieszył. Jeśli Chapeco wyjdzie tak ofensywnie jak na Corinthians to masa bramek tu padnie.



