Chelsea FC

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

Chelsea FC

Post autor: blackmore » 08 sty 2017, 18:05

Chelsea - Peterborough United 4:1

pierwszy kwadrans bardzo nerwowy i zostaliśmy stłamszeni przez niżej notowanego rywala. Najpierw strzał Lee Angola, po którym świetnym refleksem wykazał się Begović, następnie kiks Edwardsa za linii pola karnego, który potwierdził jednak dominację przeciwnika z Football League One, a wreszcie dwie okazje Toma Nichollsa. Najpierw w ostatniej chwili piłkę spod jego nóg wybił John Terry, zaś chwilę później napastnik Peterborough groźnie główkował po centrze z rzutu rożnego.

Przebudzenie nastąpiło w momencie strzału Loftus-Cheeka, później próbował jeszcze Willian, a wreszcie trafił Pedro. Worek z bramkami się rozwinął i cieszy to, że trafił Batshuayi. Belgijski snajper podjął w tym spotkaniu kilka niewłaściwych decyzji i zamiast podawać do lepiej ustawionych partnerów, na upartego starał się zdobyć gola, co przez długi czas spotykało się z niepowodzeniem. W końcu, gdy wpisał się na listę strzelców, z byłego napastnika Marsylii ewidentnie zeszło ciśnienie i zaczął już współpracować z kolegami, czego efektem była asysta przy drugiej bramce Pedro. Nie należy jednak zapominać o wysmakowanym podaniu Batshuayiego do Loftus-Cheeka, chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy, ale pomocnikowi Chelsea do szczęścia zabrakło kilku centymetrów.

Szkoda tej czerwieni dla Terry'ego, albowiem utrata kapitana była przyczyną kapitulacji Begovicia, który w dzisiejszym meczu prezentował się pewnie i solidnie. Kilka strzałów z dystansu, czy początkowa interwencja po uderzeniu z bliskiej odległości w wykonaniu Angola, to momenty, gdy Bośniak zapewnił drużynie spokój. Niezłe wejście zaliczył Aina, kilkakrotnie podłączając się do akcji ofensywnych, zaś Fàbregas miał wiele pomysłów na grę i wykazał swoją kreatywność. Nieco schowany był dzisiaj Chalobah, który o swojej obecności na boisku przypominał zaledwie nieudanymi próbami z dystansu.

Bohaterem spotkania Pedro, który był nieustannie aktywny, a śmiało powinien zejść z boiska z hat-trickiem na koncie. Zwłaszcza boli ta poprzeczka po uderzeniu z odległości pięciu metrów, trzeba ironicznie przyznać, że Hiszpan ładnie przymierzył.

Wróć do „Anglia”