Zidane dużo nie kombinował. Po prostu wrócił do fundamentów stworzonych przez Ancelottiego. Rozsądnie.
Oczywiście widać pewne detale - szczególnie większą płynność pozycyjną w ofensywie, ale tak poza tym to Real Carlo jak ta lala. Widać to szczególnie po pozycji i roli Isco. U Ancelottiego grał identycznie, gdy wchodził "w buty" Di Marii.



